Reborn To Castle Wolfenstein – Blazkowicz znów w natarciu!

reborn to castle wolfenstein

Świat gier komputerowych w ciągu ostatnich kilkunastu lat diametralnie się zmienił – głównym nośnikiem danych stały się łącza internetowe, zaś od kupna nowego tytułu dzieli nas zwykle zaledwie kilka kliknięć myszy. Nie było tak jednak zawsze – doskonale pamiętam czasy, gdy pojawienie się na osiedlu egzemplarza nowej gry było ogromnym wydarzeniem. Wynikało to przede wszystkim z niskiej wówczas dostępności świeżych produkcji na naszym rodzimym rynku, która z kolei sprawiła, że jeden egzemplarz przechodził przez naprawdę wiele rąk. To właśnie to może się kryć za ogromną popularnością kilku tytułów w naszym kraju – wystarczy wspomnieć Gothica czy Heroes of Might and Magic III. Oczywiście wśród gier tych nie mogło również zabraknąć przedstawiciela shooterów, którym szybko okazał się Return to Castle Wolfenstein, który światło dzienne ujrzał w 2001 roku. Dlaczego jednak do gry tej wracam teraz, grubo ponad 16 lat po jej premierze? Odpowiedź jest prosta – w produkcji znajduje się obecnie jej modyfikacja, tworzona przez naszych rodaków. Zapraszam do dalszej lektury tekstu dotyczącego Reborn to Castle Wolfenstein (wcześniej RTCW: Remake Mod), czyli ambitnego projektu, mającego uczynić klasycznego Wolfensteina znów grywalnym. Zaczynajmy!

Klimat modyfikacji

Modyfikacja trzyma klimat oryginału

Więcej o oryginale

Return to Castle Wolfenstein to strzelanka osadzona w realiach II wojny światowej, będąca zasadniczo znacząco nowocześniejszą wersją szalenie niegdyś popularnego (zwłaszcza za granicą) Wolfensteina 3D. Premiera miała miejsce w listopadzie 2001 roku, zaś za produkcję odpowiadało studio Gray Matter Interactive. Swoją dynamikę rozgrywki Return to Castle Wolfenstein zawdzięcza silnikowi id Tech 3, znanemu między innymi z niemniej kultowego Quake 3 Arena. W samej grze wcielamy się w Williama J. Blazkowicza, któremu przyjdzie zinfiltrować zamek Wolfenstein i powstrzymać nazistów przed dopełnieniem mrocznych, okultystycznych rytuałów, mogących zmienić oblicze wojny. Stosunkowo szybko okazuje się, że walczyć będziemy nie tylko samymi hitlerowcami, lecz również całymi zastępami nieumarłych przeciwników.

Warto przy tym wspomnieć, że Return to Castle Wolfenstein prezentował niesamowitą wręcz jak na swoje czasy różnorodność poziomów, które przyszło nam zwiedzić – od ponurego zamczyska i krypt, aż po lasy i kolejki górskie. Całokształtu dopełniała wyjątkowo ładna grafika i solidny gameplay, mający z czasem wyewoluować w popularnego w swoim czasie Wolfenstein: Enemy Territory, stworzonego do rozgrywki wieloosobowej. Lata niestety mijały, zaś piękna niegdyś gra zaczęła się starzeć. Na szczęście znalazła się grupa oddanych fanów, dzięki którym zagrać możemy obecnie w betę Reborn to Castle Wolfenstein, czyli wersję rozwojową remake o przygodzie Blazkowicza.

Wybór wersji rozgrywki

Wybór wersji rozgrywki

Więcej o modyfikacji

Omówienie samej modyfikacji Reborn to Castle Wolfenstein zacząć należy od stwierdzenia, iż w żadnym wypadku nie jest ona jeszcze gotowa (choć pierwsza wersja datowana jest na rok 2015), zaś przed autorami pozostało mnóstwo pracy. Nic zresztą dziwnego, bowiem tworzą ją zaledwie cztery osoby wchodzące w skład Ress Project PL, zaś sam projekt jest niezwykle ambitny. Zakłada on nie tylko upiększenie oryginalnej gry, lecz również znaczne przerobienie wielu lokacji i kto wie, być może w pewnym momencie nawet samej historii.

Ostatnie nagrania ukazują nawet to, że do gry wprowadzony zostanie polski lektor, przynajmniej jeśli chodzi o wstawki filmowe. Zaznaczyć tu trzeba, że wpis ten opieram na podstawie najnowszej ogólnodostępnej, nieoficjalnej wersji Beta 2.0 Reborn to Castle Wolfenstein, wobec czego sama gra niekoniecznie musi wyglądać identycznie. Przejdźmy jednak do nieco dokładniejszego omówienia poszczególnych aspektów prezentowanej modyfikacji, rozkładając ją w zasadzie na czynniki pierwsze.

Prezentacja modyfikacji

Całość prezentuje się dobrze

Instalacja i konfiguracja

Zaledwie ułamek z popularnych gier komputerowych można modyfikować w zasadzie bez ryzyka i zwykle są one sygnowane logiem Bethesdy. W przypadku pozostałych, klasycznych gier sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana. Wynika to z braku wbudowanego mechanizmu obsługującego niestandardowe pliki, co znacząco komplikuje instalację pożądanego moda. Na szczęście Reborn to Castle Wolfenstein jest produkcją stand-alone, dzięki czemu w nasze ręce trafia już zmodyfikowana gra, którą wystarczy w zasadzie jedynie rozpakować. Niestety, konfiguracja to już zupełnie inna historia. W plikach gry natrafimy bowiem na plik wzorcowy ustawień, który należy następnie dostosować do swoich indywidualnych preferencji. Brzmi to może jak coś łatwego, jednak szybko oczywisty staje się pewien problem – gra nie na każdym zestawie opcji będzie z nami współpracowała tak, jakbyśmy tego chcieli.

W moim przypadku objawiło się to po prostu tym, że wszystko zawieszało się na etapie wczytywania (zwłaszcza gdy próbowałem wymusić wyświetlanie obrazu w trybie ultrawide). Oczywiście nie musi tak być u każdego, zaś całkiem możliwe, że problemy wynikały z konfiguracji sprzętowej mojego komputera. Niemniej, okazać się może, że konieczne będzie dojście do optymalnych rezultatów na drodze prób i błędów. Na szczęście gdy już skonfigurujemy grę, nie powinna się ona wysypywać – przynajmniej w moim przypadku nie stało się tak ani razu. Warto tu nadmienić, że podczas wczytywania kolejnych poziomów lub wcześniejszych zapisów konieczne może się okazać ponowne ustawienie położenia broni, bowiem Reborn to Castle Wolfenstein wydaje się po prostu nie przechowywać tego typu konfiguracji na stałe.

Nieprawidłowa konfiguracja gammy

Wadliwa konfiguracja jasności

Kwestia grafiki

Jeśli chodzi o szatę graficzną, to trzeba przyznać, że twórcy się postarali. W grze nie tylko pojawiło się wiele ulepszonych tekstur i całkiem nowych obiektów – zadbano również o dodanie zupełnie nowych efektów specjalnych a nawet zmiany w wyglądzie interfejsu HUB. Co prawda często da się wyczuć, które elementy były nieobecne w pierwowzorze jednak da się do tego z czasem przyzwyczaić. Ogólnie grafikę można określić jako lepszy odpowiednik tego, z czym mieliśmy do czynienia w pierwowzorze. Niestety, nie mogło być zbyt kolorowo – w chwili obecnej jasność ekranu potrafi popsuć całą zabawę. Mam przez to na myśli fakt, że w wyniku zastosowania nowych mechanizmów oświetlenia pewne lokacje są po prostu za jasne, podczas gdy w innych niemal nic nie widać – oczywiście przy zachowaniu tego samego parametru jasności w opcjach gry. Na ogół da się to przeboleć, jednak kontrast ten jest wyjątkowo widoczny gdy ukończymy w pełni przerobioną mapę, by wylądować w następnej misji w skrajnie oślepiającej scenerii. Oczywiście z czasem się to zmieni, jednak do tego momentu nie pozostaje nic innego, prócz siłowania się z suwakiem jasności. Pozostając jeszcze w kwestii oświetlenia należy wspomnieć, że cienie wykorzystane w Reborn to Castle Wolfenstein stworzone zostały bardzo dobrze – może czasami dobrym wyjściem byłoby ich lekkie rozmycie, jednak jest to kwestia indywidualnych preferencji.

Dynamiczne cienie

Dynamiczne cienie wykonano bardzo dobrze

Nowe (stare) mapy

Wiele spośród map znanych z pierwowzoru zostało w Reborn to Castle Wolfenstein przerobionych. Dzięki temu o wiele łatwiej jest zorientować się w przestrzeni, zaś krajobraz jest nieco bardziej urozmaicony. Niestety, w połączeniu z nowymi modelami zdarza się, że na odświeżonej lokacji znajdziemy się w miejscu wyglądającym w dziwnie niepojęty sposób jak oderwane od rzeczywistości. Być może wpływ na to ma nie do końca dopracowane oświetlenie w połączeniu z dodanymi w modyfikacji obiektami, jednak trudno to jednoznacznie określić. Na domiar złego w nowych wersjach map zdarzają się błędy, nie mające wcześniej miejsca, jak chociażby klinujący się w miejscu wrogowie. Podczas rozpoczynania rozgrywki możemy jednak wybrać, czy chcemy grać na odświeżonej wersji mapy czy też na jej oryginale.

Osobiście skłaniam się do pierwszej opcji – może i nie wszystko zostało dopracowane, jednak  na starych mapach brakuje wielu efektów graficznych. Twórcy postanowili niestety nieco zaszaleć już na początku, nieco zmieniając historię – Blazkowicz zamiast trafić do zamku Wolfenstein jako więzień sam się doń włamuje. W efekcie rozgrywkę zaczynamy od wyjątkowo topornej (i na szczęście krótkiej) misji, podczas której przechodzimy przez bramę zamczyska. Na etapie tym przyjdzie nam nie tylko podziwiać idealnie geometryczne ukształtowanie podłoża i lewitujące drzewa, lecz również dużo bardziej poważne artefakty. Mowa tu o plandece samochodu, przez którą przeciwnicy widzą i bez problemu przestrzeliwują, oraz o ich niewiarygodnej wręcz celności reklamowanej jako ulepszone AI. W chwili obecnej zaledwie kilka map doczekało się reworka, jednak powinno się to z czasem zmienić.

Bugi

Błędów nie brakuje

Mechanika (niezbyt) ulepszonaPodczas rozgrywki w Reborn to Castle Wolfenstein łatwo zdać sobie sprawę, że twórcy dosyć inwazyjnie wpłynęli na sam gameplay. Doskonałym tego dowodem jest chociażby stanowisko karabinu maszynowego w jednej z pierwszych misji, którego w modyfikacji po prostu nie ma – zamiast niego znajdziemy zupełnie niezagospodarowaną przestrzeń naprzeciw kilku nazistów, którzy okazują się w efekcie o wiele bardziej śmiercionośni niż niegdyś. Należy tu powrócić do wspomnianego wcześniej problemu z AI przeciwników. Twórcy twierdzą, że ich zachowanie zostało znacznie poprawione, jednak w mojej opinii nie do końca tak jest. Z jednej strony potrafią oni bowiem naprawdę pozytywnie zaskoczyć, z drugiej jednak częsty jest widok wrogów zachowujących się jak królik na autostradzie, kręcących się bezcelowo w kółko kilka metrów od bohatera. Niestety, problem ten próbowano zamaskować poprzez znaczne ulepszenie celności nazistów na krótkim i średnim dystansie. W efekcie mamy do czynienia z sytuacją podobną jak w Call of Duty: World at War na najwyższym poziomie trudności – jeśli przeciwnik sterowany komputerowo nas zauważy, to pewni możemy być iż otrzymamy trafienie – nawet jeśli w tym celu wykorzystana zostanie najdrobniejsza, zaledwie pikselowej szerokości dziura w murze.

Laboratorium

Odświeżone laboratorium

Sprawia to, że rozgrywka bywa wyjątkowo frustrująca, zwłaszcza iż nasza celność z karabinów takich jak chociażby MP40 będzie niezmiennie tragiczna. Można tu jeszcze wspomnieć o zwiększonej ilości punktów HP przeciwników – na przeciętnego nazistę potrzeba nieraz kilkunastu dźgnięć nożem (o ile zostaniemy wcześniej wykryci). Krótko mówiąc, jest trudniej niż w oryginale – niekoniecznie w sposób w pełni uczciwy. Oczywiście nie są to jedyne zmiany w mechanice, jednak pozostałe z nich są ledwie zauważalne i zwykle mają pozytywny skutek dla całości. Dobrym przykładem są chociażby drzwi, które w oryginale miały tendencję do zatrzaskiwania się przed naszym nosem – teraz nie zmienią one położenia dopóki nie oddalimy się wystarczająco daleko. Umożliwia to skorzystanie z zagrywek taktycznych podczas ostrzału z przeciwnikami znajdującymi się w innym pomieszczeniu, co w Return to Castle Wolfenstein było wyjątkowo utrudnione.

Przeciwnicy

Walczyć nie będziemy wyłącznie z nazistami

Polska wersja językowa Uruchamiając Reborn to Castle Wolfenstein oczekiwałem, że przywita mnie głos polskiego lektora. Niestety, nic takiego się nie zdarzyło. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że korzystałem z nieoficjalnej wersji rozwojowej gry, zaś na dubbing przyjdzie nam jeszcze poczekać. Niemniej rozczarował mnie nieco fakt, że w menu brakowało jakiejkolwiek opcji uruchomienia gry w języku polskim (chociażby w formie tekstu). Niemniej, nie oznacza to, że nasz rodzimy język nie jest obecny w Reborn to Castle Wolfenstein – po raz pierwszy zobaczymy go już w trakcie ładowania misji, pisemną odprawę bowiem przetłumaczono. Niestety, jest ona wyjątkowo nieczytelna, bowiem nakłada się na anglojęzyczny tekst. Kolejny przejaw naszego języka zauważymy na ścianie naszej celi, w postaci wyskrobanego tam żartu o Hitlerze i Stalinie. Pomijając to, język polski został w dalszej części całkowicie pominięty (bądź też mi niedane było go zauważyć).

Problematyczna czytelność zawartości

Problemy z czytelnością

Podsumowanie Ciężko jednoznacznie określić, czy warto zagrać w Reborn to Castle Wolfenstein w takiej formie, w jakiej dostępny jest on obecnie. Gra co prawda posiada ogromny potencjał, jednak niedoróbek nie brakuje, zaś dla bardziej niecierpliwych osób koszmarem może okazać się ciągłe poprawianie konfiguracji jasności i położenia broni. Jeśli jednak macie nieco w sobie nieco zawziętości, szczerze polecam Wam opisywaną modyfikację. W końcu tytuł ten wspomina się wyjątkowo nostalgicznie i niejednego ciągnie, by znów zgłębić tajemnice zamku Wolfenstein. Dodatkowo należy tu zaznaczyć, że nie musimy od razu wypływać na głęboką wodę – jeśli wybierzemy standardowe mapy, to zmianom ulegnie relatywnie mniej rzeczy (względem oryginalnej gry). Do tego całość dostępna jest w wersji beta 2.0 w pełni za darmo. Na co więc jeszcze czekacie? Do boju!

Reborn to Castle Wolfenstein w serwisie ModDBPobieranie na oficjalnej stronie projektu
Wymagania systemowe

Wymagania Reborn to Castle Wolfenstein nie są oficjalnie znane, dodatkowo nad samą grą trwają jeszcze prace, wobec czego wiele może jeszcze ulec zmianie. Z pewnością potrzebny będzie komputer o wiele mocniejszy, niż w przypadku klasycznego Return to Castle Wolfenstein.